Właśnie tam chciałaby być, kiedy obok przejeżdża tramwaj (jakby przez jej środek, pod sercem, nad żołądkiem).
Śnieg jest brudny od miasta, myśli, bo wie, że jakby powiedziała, to i tak nie będzie to słyszalne.
-Ty ścierwo- woła za tramwajem ten, co trzyma ją za rękę- ty ścierwo!
Śnieg jest brudny od miasta, miasto jest brudne od ludzi, ona jest brudna od niego. Dlatego, kiedy tramwaj odjeżdża (chyba otarł się o jej serce?), uczepia się go i jedzie nad rzekę, nad czystą rzekę w czystej sukni. Zmyć z dłoni jego, zmyć z oczu obraz miasta, wypluć smak kebaba, wysmarkać spaliny. Las nad rzeką nie kłamie i jeśli się w nim zgubić, to na zawsze i na śmierć, nie jak w mieście- na niby, bez ryzyka, wśród świecących neonów, których blask jest jak policzek w twarz. W mieście samemu można być tylko w toalecie (zamknąwszy ją uprzednio na klucz), w lesie samotność ciągnie się jak pusta autostrada rozciągnięta w fotoshopie. Tylko nad rzeką poczuje się czysta. Tylko w niej. Spod wody wszystko wygląda dobrze, ma właściwy kształt (falujący), kolor (mieszankę niebieskiego i żółtego), smak (zachłyśnięcia), zapach (duszenia się). Pod wodą nareszcie wiadomo, czym jest oddychanie, bo nagle, suknia, suknia welon, welon oczy, oczy ciemność, nos woda, dłoń woda, woda woda woda woda wo

Anna Wakulik

Loading more stuff…

Hmm…it looks like things are taking a while to load. Try again?

Loading videos…